Prognoza powyborcza...
 Oceń wpis
   

Krótko, bo w formie tzw. stusłówka. O tym. co być może nas czeka pojutrze:

 

PostClinton World

Palce rozprostowały pożółkłą gazetę. Wyblakła fotografia przedstawiała kobietę unoszącą ręce w geście tryumfu.

– Pamiętam dobrze tamte chwile – rzekł mężczyzna do syna. – Hilary wygrała przewagą pół procenta głosów, a cały świat odetchnął z ulgą. Zapowiedziała najbardziej feministyczną prezydenturę w dziejach, na doradczynię biorąc wybitną profesorkę LGBTQ Studies. Jej pierwszą decyzją było rozprawienie się z dziedzictwem patriarchatu: pod nóż poszły symbole maskulinistyczno-fallicznej dominacji, czyli balistyczne pociski nuklearne. Za jednostronne rozbrojenie Ameryki Hilary stała się murowaną kandydatką do pokojowego Nobla…

Kropla skapnęła na papier. Woda z sufitu schronu… czy może łza?

– Dobra, dość wspominek. Zakładaj hazmat suit, bierz licznik Geigera, idziemy na szaber!
 

 

 

Komentarze (0)
A bo u innych to się sprawdziło...
 Oceń wpis
   

Zbliżają się wybory a z nimi niezawodne recepty na poprawę sytuacji w kraju. Polska lewica uważa własne państwo za zacofany zaścianek, prawica za opresyjne kondominium, toteż jedni i drudzy tęskno patrzą na Zachód, choć wzrok zatrzymują na całkiem odmiennych rzeczach. Połączenie kompleksu niższości z głęboką wiarą we własną błyskotliwość owocuje popularnym „argumentem-młotkiem”, że trzeba wprowadzić u nas to i owo, bo się na Zachodzie sprawdziło (albo też, że nie wolno u nas czegoś wprowadzać, bo się na Zachodzie nie sprawdziło).

Gdyby ktoś jednak powiedział, że skoro drzewka pomarańczowe tak ślicznie rosną w Sevilli, to można je również posadzić na Mazowszu, to ci sami mędrkowie popukaliby się w czoło. A różnica jest przecież tylko taka, że rzeczywistość społeczno-ekonomiczna Polski różni się od Zachodniej nawet bardziej niż różnią się uwarunkowania klimatyczne. Polityków tymczasem, tak z lewa jak i z prawa, kusi niesłychanie prymitywna wizja, że każde społeczeństwo to wystandaryzowane stół i zestaw kul bilardowych, gdzie wystarczy odpowiednio dobrać kąt i siłę uderzenia, by deterministycznie posłać kule w odpowiednie łuzy. Tak jednak nie jest.

Zacznijmy od bardzo prostego i pouczającego przykładu. Parę lat temu komisja „Przyjazne państwo” zaproponowała wprowadzenie na szeroką skalę tzw. autoakredytacji, czyli zastąpień zaświadczeń oświadczeniami – pomysł zaczerpnięty, a jakże, z rozwiniętych demokracji zachodnich. W szerokim zakresie spraw urzędnik miał wierzyć petentowi na słowo, co znacząco oszczędzałoby czas obu stronom i obniżało koszty transakcyjne biurokracji. Napisałem wówczas w felietonie na Money.pl, że u nas się to całkowicie nie sprawdzi i jak się szybko okazało, miałem rację. Polak bowiem, niestety, jeśli może coś bezkarnie zyskać ściemniając, to będzie ściemniał a nie dokładał cegiełkę do budowy społeczeństwa opartego na zaufania. Ludzie bez najmniejszej żenady kłamali choćby w tak oczywistej kwestii jak bycie samotną matką, jeśli dawało to dodatkowe punkty przy rekrutacji dziecka do państwowego przedszkola. Przez to niesamotni idealiści, którzy składali prawdziwe oświadczenia, byli na podwójnie przegranej pozycji.

Regulacje powinny uwzględniać specyfikę społeczeństwa, w którym mają obowiązywać, powinny kanalizować energię tegoż, a nie iść na przysłowiową „czołówkę”. Polacy są narodem przekornych kombinatorów – to po prostu fakt, a nie zarzut. Prawo u nas powinno być maksymalnie proste, surowe i odporne na arbitraż, nawet jeśli przez to boleśnie „niesubtelne” i „niezniuansowane”. Ściganie się z własnym społeczeństwem, o czym marzy postępowa lewica, za pomocą spiętrzania regulacji i mnożenia urzędników jest potwornym marnotrawstwem energii i zasobów.

Jakby powyższego było mało, argument „bo u innych jest tak fajnie” bywa po prostu nieprawdziwy. Dobrym przykładem jest bezmyślne (acz na szczęście jeszcze dość nieśmiałe)  promowania u nas samochodów czy autobusów elektrycznych jako rzekomo ekologicznych. Ekologiczność pojazdu elektrycznego nie jest jakąś jego immanentną cechą, ale pochodną ekologiczności energii, którą się taki pojazd ładuje. W Norwegii, Francji, ewentualnie Kalifornii, energy grid jest czysty bądź dość czysty, oparty na wodzie bądź atomie. Generalnie udział energii ze spalania kopalin winien być niższy niż 50%, by rzeczywista emisja pojazdów elektrycznych i spalinowych się zrównywała. Zatem w Polsce, gdzie przytłaczająca większość energii pochodzi z węgla, pojazdy elektryczne nie tylko nie powinny być promowane, ale powinny być wręcz zabronione, bo trują nawet bardziej od benzynowych i dieslowskich gruchotów.

Innym, dosadniejszym przykładem na bujanie w chmurach wysoko ponad faktami jest próba przeszczepienia na polski grunt różnych regulacji z postępowej Skandynawii dotyczących wyrównywania szans kobiet. Trick jednak polega na tym, że jak sięgniemy po twarde dane, to okazuje się, że rozpiętość średnich zarobków kobiety i mężczyzny (gender wage gap) jest w Polsce wyraźnie mniejsza niż w Szwecji czy Niemczech, a zatem może warto bez uprzedzeń podumać, czego oni się mogą nauczyć od nas, raczej niż odwrotnie. Podobnie rzecz się ma z przemocą wobec kobiet, wielokrotnie większą w takiej Szwecji niźli u Polsce. Lewica ma tymczasem ogromny problem ze zrozumieniem, że nie ocenia się regulacji po tym, jak bardzo postępowe są na papierze.

Problem zaszczepiania poważniejszych regulacji na danym gruncie to coś, co w naukach społecznych nazywamy zależnością od ścieżki (path dependence). Warto tu wspomnieć tym razem prawą stronę sceny politycznej, zafascynowaną liberalizmem USA w kwestii posiadania broni. Choć sam uważam to prawo za bardzo istotny element wolności obywatelskiej, zdaje sobie sprawę, jak ekstremalnie trudne byłoby przeszczepienie go na rodzimy grunt. Przepaść oddziela społeczeństwo, gdzie łatwo dostępna broń palna jest elementem tradycji, od społeczeństwa, gdzie broń palna stałaby się łatwo dostępna z dnia na dzień. Uzbrojenie Polaków to pomysł zacny, jednak konia z rzędem temu, kto wymyśli na to sensowną ścieżkę.

Co bystrzejszy czytelnik zarzuci mi teraz niekonsekwencje, bo raz mówię o tym, że regulacja mają być dostosowane do społeczeństwa, a zaraz potem o tym, że odpowiednią ścieżką regulacji można społeczeństwo do broni palnej „przygotować”. Różnica między jednym a drugim przypadkiem jest jednak dość oczywista: tak jak różnica między przymuszaniem młodego miłośnika motoryzacji, aby został rowerzystą, a wymaganiem od niego, by zanim wyjedzie na drogę publiczną, uzyskał prawo jazdy. 

Zasada „a bo u innych to się sprawdziło” jest zresztą ogólniejszym przypadkiem fałszywej analogii, najmodniejszego chwytu erystycznego współczesnej Realpolitik. Widać do dobrze w paru gorących aktualnych debatach, ale to już temat na innych felieton.

----------

Tradycyjnie zapraszam do odwiedzania i polubienia profilu dzikonomiki na Facebooku:

www.facebook.com/dzikonomika

Komentarze (0)
Usłużni analitycy o refleksie szachisty
 Oceń wpis
   

Od niedzielnego wieczoru etatowi mędrcy mainstreamowych mediów wylewają hektolitry łez nad tym, co teraz z Polską będzie, całkiem jakby pędził na nas co najmniej meteoryt tunguski (no, o tym za chwilę). Ponoć też cywilizowany świat załamuje ręce nad losem, jaki Polacy Polakom zgotowali. Ba, nawet rynki finansowe przeżywają straszliwe załamanie.

O, doprawdy?

Owszem, złotówka się trochę osłabiła, a giełda trochę spadła, nie są to jednak ruchy w jakimkolwiek stopniu odbiegające od typowej dziennej zmienności, nic w kategoriach, powiedzmy, dwóch odchyleń standardowych czy tym bardziej wartości ekstremalnych, które by o czymś być może świadczyły.

Trick leży jednak w czymś jeszcze innym. Otóż nie ma większego sensu patrzeć na to, co na rynkach dzieje się po niedzieli, skoro wygrana Andrzeja Dudy była do przewidzenia – a była, zarówno po dobrym wyniku w pierwszej turze, jak również choćby po kursach bukmacherskich, które pozwalają odgadnąć werdykt wyborców dużo lepiej niż sondaże (to forma tzw. prediction market). Przykładowo, w 2008 roku amerykańscy bukmacherzy przewidywali wygraną Obamy już lipcu, na cztery miesiące przed wyborami, kiedy wielu uważało jego kandydaturę za proszenie się o klęskę.

Skoro wygrana Andrzeja Dudy nie była niczym zaskakującym, nie była niczym w stylu spadającego z nieba meteorytu, to powinna zostać zdyskontowana przez efektywny rynek dużo wcześniej. Zatem gracz giełdowy, który ma podaną na tacy informację z prediction market i nie wie co z nią począć przez dwa tygodnie to, pardonnez moi, dupa wołowa a nie rekin finansjery.

Sporo innych powyborczych kwiatków można zresztą utrafić, od choćby rzucany tu i ówdzie mem, jakoby „banki były przerażone wygraną Dudy”. No i co z tego, warto na trzeźwo zapytać. Gdyby zwycięski kandydat obiecał bankom np. obniżkę podatków i przywrócenie tylnymi drzwiami bankowego tytułu egzekucyjnego to zapewne „banki byłby zachwycone wygraną Dudy”, tylko… no właśnie, czy zwykli ludzie również? Analitycy ekonomiczni już nie mają za dobrej opinii, więc dobrze by było, aby nie upadali jeszcze niżej…
 

Komentarze (1)
O wyższości wyborów samorządowych nad superwulkanem
 Oceń wpis
   

Pierwsza tura wyborów samorządowych zafundowała nam trzy niespodzianki. Dwóm – awarii systemu informatycznego oraz okupacji siedziby PKW poświęcono wiele gadaniny, podczas kiedy są one naprawdę drugorzędnymi incydentami na tle trzeciej…

Przypomnijmy najpierw ciekawy fakt. W ostatnich wyborach do europarlamentu badanie exit poll przeprowadzone przez Ipsos nie pomyliło się w wypadku żadnej z pierwszych pięciu partii o więcej niż 0,7 punka procentowego. To zaiste doskonała trafność.

Exit poll używa tzw. próbkowania klasterowego, co sprawia, że błąd względny takiego badania będzie wyższy niż wynikałoby to z rozmiaru próbki. Gdyby odchylenie standardowe (pół błędu) wynosiło 1,0 punka procentowego to wychodzi, że Ipsos  miał sporo szczęścia, że poprzednio w każdym przypadku zmieścił się w graniach jednego odchylenia. Najpewniej zatem, zastosowana metodologia daje odchylenie standardowe poniżej 1,0 pp. więc i błąd oszacowania poniżej 2,0 pp. (czyli potoczonego plus-minus 2%).

Dobra, teraz rzućmy sobie garścią prawdopodobieństw:

  • ryzyko, że w ciągu roku zgnieciesz od pioruna (dane USA): 1 do ca. 13 milionów
  • szansa, że jednym obstawieniem trafisz szóstki w lotto: 1 do ca. 14 milionów
  • dzisiaj wybuchnie superwulkan Yellowstone (interpolacja liniowego prawdopodobieństwa): 1 do ca. 243 milionów
  • wynik wyborów odchyli się o siedem odchyleń standardowych od poprawnego exit poll: 1 do ca. 391 miliardów

Tymczasem, w naszej skromnej rzeczywistości wyniki pewnej partii mogą odbiegać się od exit poll nawet nie na siedem, ale i dziesięć odchyleń standardowych. A prawdopodobieństwo na to wynosi 1 do …no niestety, Excel mi zwraca dzielenie przez zero. Superwulkan niszczący jutro naszą cywilizację to rzecz niemal pewna w porównaniu do cudownych przetasowań wyborczych.

Uprzedzając komentarze – nie, powyższe nie jest żadnym dowodem na fałszerstwa (wręcz przeciwnie, dokładniejsza analiza statystyczna danych, gdy będą dostępne, możliwość mega-fałszerstwa wykluczy). Jest za to dowodem, że ktoś te wybory koszmarnie schrzanił. Oraz na to, że demokracja jest kruchsza niż nam się dotąd wydawało…
 

Komentarze (0)
Najnowsze komentarze
2015-05-31 05:43
alebeka:
O pożytku z lobbystów i przekupnych naukowców...
BLABLABLA i nic wiecej. jaja jak berety !
2015-05-31 05:39
jasamjasam:
Usłużni analitycy o refleksie szachisty
Ales "felieton" wymoscil ! I z tego sie tak cieszysz jak by ci ktos w kieszen naplul?
2015-02-25 22:58
bdzik:
Historia nie lubi się powtarzać
Proszę czytać ze zrozumieniem. W proteście przeciw w sumie bardzo łagodnej rekomendacji S[...]
O mnie
Bartłomiej Dzik
Z wykształcenia ekonomista. Badacz szeroko rozumianego hazardu. Miłośnik literatury, gier komputerowych, czekolady i paru innych rzeczy. Może kiedyś zostanie pisarzem :-)
Kategorie
Ogólne