Gwałt jako miara postępu
 Oceń wpis
   

Rocznica 11 września 2001 to dobry moment na wpis o multi-kulti.

Przy okazji zamieszania z uchodźcami, trwa debata o mniejszość muzułmańskiej w Europie. Pojawia się tam ciekawy casus Szwecji, kraju, który obecnie przoduje w Europie a nawet na świecie w statystykach przemocy wobec kobiet – szczególnie szokujący jest wskaźnik gwałtów, w którym Szwecja z ponad sześćdziesięcioma przypadkami na sto tysięcy mieszkańców deklasuje nawet kraje trzeciego świata:

Co więcej, w przeciwieństwie do większość państw rozwiniętych, wskaźnik ten tam systematycznie rośnie, zamiast spadać. Jedni winią za to politykę multikulturowości, sugerując, że to muzułmańscy imigranci są odpowiedzialni za wzrost liczby gwałtów w ostatnich czterdziestu latach o 1400%.

Zwolennicy mutlikulturowości argumentują zaś, że powyższe statystyki są całkiem nieadekwatne, gdyż:

1.    Liczba raportowanych gwałtów zależy od świadomości społecznej, generalnie im społeczeństwo bardziej postępowe i rozwinięte w wymiarze równości płci (Szwecja przoduje w gender equality index) tym większa liczna raportowanych aktów przemocy.

2.    Definicja gwałtu zmienia się w czasie i różni między jurysdykcjami. W Szwecji wielokrotny gwałt na ten samej osobie liczy się jako kilka, a sama definicja przemocy seksualnej jest dość inkluzywna, stąd taka liczna raportowanych incydentów.

Niektórzy, jak bloger slwstr dodają jeszcze taki:

3.    Skoro w krajach bez imigrantów liczba gwałtów jest mała, w krajach muzułmańskich liczna gwałtów jest mniejsza, to jakim cudem w mieszanym miałaby być tak duża?

Zwolennikom trzeciego argumentu polecam wziąć pod rozwagę problem jeszcze bardziej fundamentalny: skoro mamy bardzo mało gwałtów kobiet na kobietach, niewiele gwałtów mężczyzn na mężczyznach, to jakim cudem jest tyle gwałtów mężczyzn na kobietach? Doprawdy, czy to tak trudno uwierzyć, że w pewnych kulturach tknięcie siostry sąsiada kończy się poderżniętym gardłem, ale jednocześnie gwałt na żonie obcego to powód do przechwałek przy kubeczku kumysu?

A teraz dzikonomicznie weźmy się za liczby:

Raportowanie i definicja gwałtów

Po pierwsze, teoria o tym, że Szwedki są szczególnie skłonne do zgłaszania gwałtów jest myśleniem życzeniowym bez podparcia w danych. Według szacunków Brå(Szwedzkiego Urzędu do Zapobiegania Przestępczości) zgłaszanych jest tylko około 20% gwałtów. Wiki zestawia to z np. szacunkiem 25% dla Wielkiej Brytanii. National Institute of Justice oraz fundacja RAINN szacują odsetek zgłoszeń w USA na ca. 31%.

W dalszego analizie bardzo przydatne okaże się odróżnienie gwałtu dokonanego przez osobę całkiem obcą ofierze (nazwijmy to rodzajem I, klasyczny model zbira nocą w parku) oraz gwałtu przez osobę znaną ofierze – kolegę z pracy, sąsiada, kogoś z rodziny (rodzaj II). Badacze problematyki przemocy seksualnej są zgodni, że gwałtów II rodzaju jest popełnianych dużo więcej, a także, że zawsze były one mniej chętnie zgłaszane, choć ta dysproporcja stopniowo maleje. Cytując NIS.GOV:

Among victims, the biggest increase in reporting was in cases where women had been attacked by people they knew. Historically, such cases had been much less likely to be reported.

Wg RAINN, w USA zgłaszane gwałty II rodzaju stanowią około 82% całości zgłaszanych gwałtów. Dane dla UK (Home Office: An Overview of Sexual Offending in England and Wales) mówią nawet o 90%. Analogiczny udział w gwałtach popełnianych musi być jeszcze większy przez wspomniany wyżej reporting bias. Zastanówmy się zatem, jaki będzie efekt większej śmiałości kobiet w zgłaszaniu przemocy i szerszej definicji prawnej,  wprowadzającej choćby pojęcie gwałtu małżeńskiego, czy liczącej gwałt seryjny jako kilka incydentów? Oczywistym efektem będzie bardzo wysoki udział gwałtów II rodzaju w zgłaszanych incydentach. W Szwecji tymczasem (znów oficjalne dane Brå):

Most of the sexual offences are committed in a public place (50%), and the perpetrator(s) are most often unknown to the victim (63%).

https://en.wikipedia.org/wiki/Rape_in_Sweden
 

Oooops!

 

Odsetek 63% gwałtów I rodzaju to zaskakująco wysoki wskaźnik (przypomnijmy, oczekiwalibyśmy co najwyżej 20%). W połączeniu z rzekomym świetnym raportowaniem gwałtów II rodzaju, to jest szokująco wysoki wskaźnik. Jakimś dziwacznym trafem, w przeciwieństwie do reszty cywilizowanego świata, Szwedki są gwałconego nie przez kolegów z pracy, mężów, czy krewnych, ale całkiem obcych facetów w ciemnych zaułkach.
 

Tożsamość sprawców

Otóż jest to w Szwecji wielkie tabu i rzecz zamiatana pod dywan. Mamy choćby takie kwiatki:

•    Raport Brå z 1996 roku wskazywał choćby, że imigranci z Północnej Afryki popełniają proporcjonalnie nawet 23 razy więcej gwałtów niż rodowici Szwedzi.

http://www.gatestoneinstitute.org/5195/sweden-rape

•    W 2005 dane o pochodzeniu etnicznym sprawców były już utajnione. Pojawiające się w Internecie przecieki sugerują, że dwuprocentowa subpopulacja imigrantów popełnia ponad 70% gwałtów. Oczywiście można takie źródło kwestionować, ale np. oficjalne statystyki dla sąsiedniej Danii też podają nadzwyczaj duży (ponad 50%) udział osób imigranckiego pochodzenia w popełnianych gwałtach.

https://muslimstatistics.wordpress.com/2015/03/19/sweden-77-6-percent-of-all-rapes-in-the-country-committed-by-muslim-males-making-up-2-percent-of-population/

http://www.infowars.com/feminists-mute-on-muslim-rape-epidemic-sweeping-europe/

•    Szwedzki polityk Michael Hess został skazany na karę więzienia w zawieszeniu za przytaczanie informacji na temat skali gwałtów popełnianych przez imigrantów. Sąd uznał, że prawdziwość przytaczanych danych jest irrelewantna dla oceny takiego postępowania jako szerzenie nienawiści.

http://conservative-headlines.com/2014/05/swedish-politician-convicted-of-a-crime-for-posting-statistics-about-rape-on-facebook/

•    Gdy gang złożony sześciu Somalijczyków i jednego Irakijczyka (nieposiadających szwedzkiego obywatelstwa) dokonał brutalnego gwałtu na fińskim promie, szwedzkie mainstreamowe media i tak napisały, że sprawcami byli „Swedish man”…

Co z tego wynika?


Mamy zatem drastyczną, choć zamiataną pod dywan nadreprezentację imigrantów w popełnianych w Szwecji gwałtach. I teraz wróćmy do wcześniejszej statystyki – zaskakująco wysokiego odsetka gwałtów I rodzaju. Te dane są ze sobą spójne! Dokładnie czegoś takiego oczekiwalibyśmy w sytuacji, gdy jakaś niezasymilowana męska mniejszość wykazuje szczególną agresję seksualną wobec kobiet z większości. Natomiast całkiem odmiennych statystyk oczekiwalibyśmy, gdyby miały się potwierdzić spekulacje (i tylko spekulacje) o bardzo wysokiej skłonności do zgłaszania gwałtów czy kluczowej roli poszerzonej definicji gwałtu.

Skoro już jest tak niewesoło, to może przynajmniej szwedzki wymiar sprawiedliwości surowo karze sprawców przemocy seksualnej? O nie, próżne nadzieje, nawet Amnesty International w 2009 roku skrytykowała Szwecję za zaskakująco niski odsetek skazań za przestępstwa seksualne. Porównajmy zresztą Szwecję do USA. Według RAINN, co piąte zgłoszenie gwałtu kończy się aresztem, a co szesnaste wyrokiem więzienia. W Szwecji w 2007 przy 30000 zgłoszonych gwałtów, do więzienia trafiło 216 osób (jeden skazany na sto czterdzieści zgłoszeń). Cynicznie rzec by można „hulaj fallus, kary nie ma”… Tak oto się okazuje, że straszne patriarchaty czy systemy kastowe mogłyby się uczyć rozgrzeszania sprawców i obwiniania ofiar od postępowego multi-kulti…

Na końcu jeszcze warto się wytłumaczyć z tytułu. Otóż sugerowano jeszcze jedno, już nie metodologiczne wytłumaczenie nadzwyczajnej liczby gwałtów w Szwecji. Wytłumaczeniem tym miał być swoisty bunt szwedzkich mężczyzn przeciw emancypacji i wyrównanej pozycji kobiet – ot, Szwed nie radzi sobie z gender equality, więc z zemsty czy frustracji zaczyna gwałcić na potęgę (serio, nie ja to wymyśliłem). Tym samym, wielka liczba gwałtów miałaby być poniekąd miarą postępu polityki genderowej. Cóż, to ja jeszcze dwa razy pomyślę, czego właściwie mam życzyć Szwedkom i Szwedom…
 

Komentarze (0)
O wyższości wyborów samorządowych nad superwulkanem
 Oceń wpis
   

Pierwsza tura wyborów samorządowych zafundowała nam trzy niespodzianki. Dwóm – awarii systemu informatycznego oraz okupacji siedziby PKW poświęcono wiele gadaniny, podczas kiedy są one naprawdę drugorzędnymi incydentami na tle trzeciej…

Przypomnijmy najpierw ciekawy fakt. W ostatnich wyborach do europarlamentu badanie exit poll przeprowadzone przez Ipsos nie pomyliło się w wypadku żadnej z pierwszych pięciu partii o więcej niż 0,7 punka procentowego. To zaiste doskonała trafność.

Exit poll używa tzw. próbkowania klasterowego, co sprawia, że błąd względny takiego badania będzie wyższy niż wynikałoby to z rozmiaru próbki. Gdyby odchylenie standardowe (pół błędu) wynosiło 1,0 punka procentowego to wychodzi, że Ipsos  miał sporo szczęścia, że poprzednio w każdym przypadku zmieścił się w graniach jednego odchylenia. Najpewniej zatem, zastosowana metodologia daje odchylenie standardowe poniżej 1,0 pp. więc i błąd oszacowania poniżej 2,0 pp. (czyli potoczonego plus-minus 2%).

Dobra, teraz rzućmy sobie garścią prawdopodobieństw:

  • ryzyko, że w ciągu roku zgnieciesz od pioruna (dane USA): 1 do ca. 13 milionów
  • szansa, że jednym obstawieniem trafisz szóstki w lotto: 1 do ca. 14 milionów
  • dzisiaj wybuchnie superwulkan Yellowstone (interpolacja liniowego prawdopodobieństwa): 1 do ca. 243 milionów
  • wynik wyborów odchyli się o siedem odchyleń standardowych od poprawnego exit poll: 1 do ca. 391 miliardów

Tymczasem, w naszej skromnej rzeczywistości wyniki pewnej partii mogą odbiegać się od exit poll nawet nie na siedem, ale i dziesięć odchyleń standardowych. A prawdopodobieństwo na to wynosi 1 do …no niestety, Excel mi zwraca dzielenie przez zero. Superwulkan niszczący jutro naszą cywilizację to rzecz niemal pewna w porównaniu do cudownych przetasowań wyborczych.

Uprzedzając komentarze – nie, powyższe nie jest żadnym dowodem na fałszerstwa (wręcz przeciwnie, dokładniejsza analiza statystyczna danych, gdy będą dostępne, możliwość mega-fałszerstwa wykluczy). Jest za to dowodem, że ktoś te wybory koszmarnie schrzanił. Oraz na to, że demokracja jest kruchsza niż nam się dotąd wydawało…
 

Komentarze (0)
Czy można dyskryminować dyskryminację...
 Oceń wpis
   

Wśród wielu modnych współcześnie politycznie poprawnych pojęć, chyba najdziwniejszym i najbardziej pozbawionym treści jest dyskryminacja. Dyskryminacja to tyle, co różnicowanie, pojęcie samo w sobie neutralne. Obecnie przez dyskryminację rozumie się jednak różne traktowanie różnych grup ludzi, co ma być wielką niesprawiedliwością samą w sobie.

Współcześnie, za dyskryminację uważa również spontaniczne istnienie porządku instytucjonalnego, który jakąś grupę faworyzuję - spotkałem się choćby z twierdzeniem, że współczesna polityka dyskryminuje kobiety, bo wiąże się z rywalizacją, w której lepiej radzą sobie naszprycowane testosteronem samce.

Polska Konstytucja posiada zapis, że "nikt nie może być dyskryminowany (...) z jakiejkolwiek przyczyny", co jest stwierdzeniem absurdalnie ogólnym. Żeby było śmieszniej, nawet - zdawałoby się proste - określenie kto właściwe jest dyskryminowany, może dawać zupełnie różnie wyniki, w zależności od tego, jak matematycznie podejdziemy do zmierzenia poziomu dyskryminacji. W statystyce nazywa się to Paradoksem Simpsona.

O dyskryminacji zrobiło się głośno przy okazji wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który stwierdza, że kobiety i mężczyźni powinni płacić równą składkę za komunikacyjne ubezpieczenie OC. Obecnie kobiety płacą mniej, bo w pewnych grupach wiekowych ich wypadkowości jest dużo mniejsza od mężczyzn:

 ETS orzekł koniec dyskryminacji w OC

Zastanówmy się chwilę, czy faktycznie mamy tu do czynienia z likwidacją dyskryminacji. Prawodawstwo unijne wyróżnia dwa rodzaje dyskryminacji, bezpośrednią (różne traktowanie podobnych grup) i pośrednią (identyczne traktowanie różnych grup, np. brak ochrony dla kobiet w ciąży w miejscu pracy). Zatem stosowanie równych stawek można z powodzeniem naciągnąć na dyskryminację pośrednią, ponieważ mamy identyczne stawki ubezpieczenia dla ewidentnie różnych grup ryzyka.

Oto do czego prowadzi stosowanie totalnie rozmytych pojęć. To, czy mamy do czynienia z dyskryminacją, czy nie, staje się rozstrzygnięciem totalnie arbitralnym. Żeby było jeszcze śmieszniej, owa straszna dyskryminacja w ubezpieczeniach jest, z ekonomicznego punktu widzenia, zdecydowanie za słaba. Różnice w stawkach (podobnie zresztą jak zniżki za bezwypadkową jazdę) tylko częściowo kompensują różnice w ryzyku. Zatem nawet po skorygowaniu stawek, bezpieczni kierowcy i tak dopłacają do ubezpieczenia ryzykantom / pechowcom.

Tak oto działa politycznie poprawny świat - w imię błędnie pojętej równości, z niedoskonałego systemu częściowo sprawiedliwego robi się "idealny" system całkiem niesprawiedliwy...

Komentarze (0)
Najnowsze komentarze
2015-05-31 05:43
alebeka:
O pożytku z lobbystów i przekupnych naukowców...
BLABLABLA i nic wiecej. jaja jak berety !
2015-05-31 05:39
jasamjasam:
Usłużni analitycy o refleksie szachisty
Ales "felieton" wymoscil ! I z tego sie tak cieszysz jak by ci ktos w kieszen naplul?
2015-02-25 22:58
bdzik:
Historia nie lubi się powtarzać
Proszę czytać ze zrozumieniem. W proteście przeciw w sumie bardzo łagodnej rekomendacji S[...]
O mnie
Bartłomiej Dzik
Z wykształcenia ekonomista. Badacz szeroko rozumianego hazardu. Miłośnik literatury, gier komputerowych, czekolady i paru innych rzeczy. Może kiedyś zostanie pisarzem :-)
Kategorie
Ogólne