Klapsy poprawne i niepoprawne
 Oceń wpis
   

W ostatni weekend Facebook i reszta Internetu żyła artykułem Zbigniewa Stawrowskiego z dodatku Plus Minus „Rzeczpospolitej” – autor, profesor filozofii UKSW, w miarę zdroworozsądkowo wyłożył tradycyjną naukę o karach fizycznych. To, że artykuł spotkał się z negatywnymi reakcjami, to w sumie nic dziwnego, natomiast skala tychże, przekraczająca niekiedy granice histerii, może już zastanawiać. Najciekawsze jednak w całej sprawie są niesłychane pokłady hipokryzji zalegające obóz „antyklapsowów”, ale po kolei…

Tradycyjna doktryna wychowawcza zakłada, że rodzic może wymierzać dziecku karę fizyczną, przy czym nie ma robić tego z sadyzmu, czerpiąc z tego jakąś przyjemność, ale poprzez znany i oczywisty mechanizm warunkowania. Warunkowanie nie jest stricte instrumentalne, jak u zwierząt w laboratorium, tzn. nie ma działać na zasadzie „zrobisz to jeszcze raz, to dostaniesz jeszcze raz”, ale ma również budować w karconym młodym człowieku poczucie sprawiedliwości. Samo wymierzanie kary nie jest natomiast żadną przyjemność dla karzącego, ba – dla kochającego rodzica jest raczej przykrym obowiązkiem.

Śledząc histeryczne „antyklapsowe” komentarze można wyraźnie dostrzec ich wspólny mianownik – otóż „antyklapsowcy” upierają się, że relacja rodzic-dziecko nie może być zbudowana w ten sposób, że takie „karanie z miłości” jest albo po prostu (psychologicznie, metafizycznie?) niemożliwe, albo ewentualnie patologiczne per se. Jednym słowem upierają się, że za fizyczną przemocą MUSI stać sadyzm, a nie może troska. No i tu właśnie mamy mały problem…

Radyklani przeciwnicy klapsów wywodzą się zazwyczaj z obozów lewicowych, które kładą silny nacisk na budowanie państwa opiekuńczego. Państwo opiekuńcze opiekuje się obywatelem w ten sposób, że w bardzo wielu kwestiach wie lepiej od tegoż obywatela, co jest dla niego dobre. Wie zatem ile obywatel ma płacić podatków i na co je wydać, decyduje do jakiego wieku obywatel ma się obowiązkowo edukować, z jaką prędkością ma jeździć samochodem itd. Wobec krnąbrnego obywatela ma cały arsenał kar, z których wiele kwalifikuje się jak najbardziej jako przemoc fizyczna (np. doprowadzenie siłą na rozprawę, areszt).  Mamy tu zatem klasyczną nadrzędną relację opiekun-podopieczny i mamy cały arsenał kar fizycznych dla krnąbrnego podopiecznego.

Zwolennicy państwa opiekuńczego oczywiście zaraz podnoszą larum, że powyższe to czysta sofistyka, że nie można w żadnym razie porównywać relacji rodzic-dziecko z relacją państwo-obywatel. Doprawdy? Jeśli już, to relacja rodzic-dziecko jest dużo mocniejsza i dużo bardziej oparta na miłości i wyrzeczeniu, zatem to w niej opiekunowi powinny przysługiwać szersze prerogatywy.

Zauważmy też – co bardzo ważne – że państwo ma prawo użyć przemocy wobec obywatela w dużo szerszym spektrum przypadków niż fizyczną agresja tegoż (gdzie jest to oczywiste). Państwo ma prawo użyć przemocy wobec obywatela właściwie zawsze, gdy obywatel ma inne zdanie niż państwowe „widzimisię”, np. gdy obywatel ma inną koncepcję, gdzie mają wędrować zarobione przez niego pieniądze. Paradoksalnie, jeśli przełożylibyśmy rygor państwa wobec obywatela na rygor rodzica wobec dziecka, to właśnie państwo zaczęłoby się nam jawić jako sadystyczny pedant, który zamyka dzieciaka w ciemniej komórce za to, że nie chciał się podzielić cukierkami z kolegami z podwórka.

Teoretycznie można by bronić pozycji państwa opiekuńczego faktem, że jest ono demokratyczne, toteż obywatele mają wpływ na to, kto rządzi i jakie reguły ustala. W praktyce jest to jednak fikcja, pozycja negocjacyjna jednostki wobec państwa jest dużo, dużo słabsza niż dziecka wobec rodziców

Poruszony problem okazuje się zresztą wierzchołkiem góry lodowej, którą można by nazwać „przesunięciem kompetencji”. To nie jest tak, że przemoc i przymus zniknęły w miarę cywilizacyjnego postępu, tylko zmieniły się kompetencje w zakresie ich wymierzania, wędrując coraz bardziej w górę, w stronę bezosobowego państwowego molocha. „Antyklapsowa” histeria na lewicy może zatem wynikać nie tyle z troski o dziecięce zadki, co z dużo większej troski o podważenie monopolu państwa na przemoc. Miejsce „pokornych, grzecznych dzieciaków”, nad którymi wisi widmo rodzicielskiego prawicy, zajęli bowiem „pokorni, grzeczni obywatele”, którzy mają wiedzieć, że ustalający arbitralne reguły moloch może im uprzykrzyć życie dużo bardziej niż parę pasów w tyłek.
 

Komentarze (0)
Jak to jest z tym wiekiem... Prognoza powyborcza...
Najnowsze komentarze
2015-05-31 05:43
alebeka:
O pożytku z lobbystów i przekupnych naukowców...
BLABLABLA i nic wiecej. jaja jak berety !
2015-05-31 05:39
jasamjasam:
Usłużni analitycy o refleksie szachisty
Ales "felieton" wymoscil ! I z tego sie tak cieszysz jak by ci ktos w kieszen naplul?
2015-02-25 22:58
bdzik:
Historia nie lubi się powtarzać
Proszę czytać ze zrozumieniem. W proteście przeciw w sumie bardzo łagodnej rekomendacji S[...]
O mnie
Bartłomiej Dzik
Z wykształcenia ekonomista. Badacz szeroko rozumianego hazardu. Miłośnik literatury, gier komputerowych, czekolady i paru innych rzeczy. Może kiedyś zostanie pisarzem :-)
Kategorie
Ogólne