Usłużni analitycy o refleksie szachisty
 Oceń wpis
   

Od niedzielnego wieczoru etatowi mędrcy mainstreamowych mediów wylewają hektolitry łez nad tym, co teraz z Polską będzie, całkiem jakby pędził na nas co najmniej meteoryt tunguski (no, o tym za chwilę). Ponoć też cywilizowany świat załamuje ręce nad losem, jaki Polacy Polakom zgotowali. Ba, nawet rynki finansowe przeżywają straszliwe załamanie.

O, doprawdy?

Owszem, złotówka się trochę osłabiła, a giełda trochę spadła, nie są to jednak ruchy w jakimkolwiek stopniu odbiegające od typowej dziennej zmienności, nic w kategoriach, powiedzmy, dwóch odchyleń standardowych czy tym bardziej wartości ekstremalnych, które by o czymś być może świadczyły.

Trick leży jednak w czymś jeszcze innym. Otóż nie ma większego sensu patrzeć na to, co na rynkach dzieje się po niedzieli, skoro wygrana Andrzeja Dudy była do przewidzenia – a była, zarówno po dobrym wyniku w pierwszej turze, jak również choćby po kursach bukmacherskich, które pozwalają odgadnąć werdykt wyborców dużo lepiej niż sondaże (to forma tzw. prediction market). Przykładowo, w 2008 roku amerykańscy bukmacherzy przewidywali wygraną Obamy już lipcu, na cztery miesiące przed wyborami, kiedy wielu uważało jego kandydaturę za proszenie się o klęskę.

Skoro wygrana Andrzeja Dudy nie była niczym zaskakującym, nie była niczym w stylu spadającego z nieba meteorytu, to powinna zostać zdyskontowana przez efektywny rynek dużo wcześniej. Zatem gracz giełdowy, który ma podaną na tacy informację z prediction market i nie wie co z nią począć przez dwa tygodnie to, pardonnez moi, dupa wołowa a nie rekin finansjery.

Sporo innych powyborczych kwiatków można zresztą utrafić, od choćby rzucany tu i ówdzie mem, jakoby „banki były przerażone wygraną Dudy”. No i co z tego, warto na trzeźwo zapytać. Gdyby zwycięski kandydat obiecał bankom np. obniżkę podatków i przywrócenie tylnymi drzwiami bankowego tytułu egzekucyjnego to zapewne „banki byłby zachwycone wygraną Dudy”, tylko… no właśnie, czy zwykli ludzie również? Analitycy ekonomiczni już nie mają za dobrej opinii, więc dobrze by było, aby nie upadali jeszcze niżej…
 

Komentarze (1)
Niepoprawne politycznie hormony
 Oceń wpis
   

By trochę odsapnąć od przed-i-powyborczej gorączki, temat luźniejszy, choć poniekąd nawet poważniejszy. Pojutrze na Uniwersytecie Wrocławskim ma się odbyć ciekawa konferencja naukowa „LA DONNA È MOBILE” poświęcona, cytuję, „prawnym aspektom następstw cykliczności płciowej kobiet”. Chodzi pokrótce o to, czy prawo powinno jakoś uwzględniać fakt, że kondycja psychofizyczna kobiety zależy od cyklu płciowego i związanej z tym burzy hormonalnej.

Rzecz, zdawałoby się, w sumie dość oczywista. Problem polega na tym, że w świecie poprawności politycznej rzeczy najbardziej oczywiste są jednocześnie obłożone największym tabu. Weźmy taki dość frywolny przykład – jeśli pojawia się w debacie publicznej pytanie „czy kobiety mogą paradować topless na plaży?”, to poprawnie polityczne jest popieranie tego w imię wolności, poprawne polityczne jest ograniczanie tego w imię walki z powszechną seksualizacją, ba!, nawet poprawne politycznie jest zakazywanie tego w imię drobnomieszczańskiej moralności. Natomiast śmiertelnie niepoprawna politycznie jest najbardziej zdroworozsądkowa odpowiedź, czyli „to zależy, które kobiety” ;-)

Stwierdzenie, że niewiasty mają jakieś hormony, które na coś wpływają, śmiertelnie oburzyło feministki:

www.gazetawroclawska.pl/artykul/3856929,kobieta-podczas-okresu-jak-czlowiek-drugiej-kategorii-kontrowersyjna-konferencja,id,t.html

Na organizatorów konferencji posypały się gromy, że chcą w sposób skandaliczny dyskryminować kobiety. Zbierano podpisy pod petycją odwołania konferencji. W sumie dobrze się stało, bo środowiska feministyczne ujawniły w ten sposób swoje totalitarne oblicze. Co zaś tyczy meritum, to:

  • Jeśli uznajemy dogmatycznie, że hormony nie mogą wpływać na stan psychofizyczny człowieka, to równie dobrze uznajmy, że nie może tego robić alkohol czy narkotyki i znieśmy wszelki ograniczenia i represje prawne związane z zażywaniem używek i byciem „pod wpływem”.
  • Twierdzenie, że wprowadzenie burzy hormonalnej do prawa dyskryminuje kobiety jest tak samo sensowne jak stwierdzenie, że urlopy macierzyńskie dyskryminują mężczyzn. Prawo odnosi się do stanu organizmu a nie do płci – tylko akurat ten stan jest skorelowany z płcią, jak zresztą milion innych też obłożonych przywilejami i sankcjami rzeczy.
  •  Zakaz dyskryminacji jest pochodną reguły sprawiedliwego traktowania. Zatem dyskryminacją jest również identyczne traktowanie podmiotów faktycznie różnych – np. jednolite stawki ubezpieczeń emerytalnych dyskryminują mężczyzn, a jednolite stawki ubezpieczeń komunikacyjnych dyskryminują kobiety.
  • Wreszcie, poruszane zagadnienie jest bardziej naukowe niż 99% tego, co serwuje się na przeróżnych gender studies.

Wrocławska konferencja nie ma zapewne żadnej siły przebicia, natomiast jest bardzo wartościowa jeśli chodzi o stawianie ciekawych pytań na granicy prawa i nauk przyrodniczych. I nie, wcale nie są to pytanie rodem ze średniowiecza czy epoki wiktoriańskiej, ale wręcz przeciwnie – są dziś aktualniejsze niż kiedykolwiek indziej. Czemu? Bo człowiek posiada coraz większe możliwości manipulowania swoją psychofizjologią, co rodzi szanse i zagrożenia – o tym zresztą opowie inne konferencja „Nowy Wspaniały Człowiek” dzień później, 16 maja, na Uniwersytecie Warszawskim. Koryfeusze politycznej poprawności niech marudzą, ale świat jedzie dalej…

 

P.S. A tak jeszcze trochę mojej pisaniny o kobiecych hormonach, literacko i na wesoło, znajdziecie tutaj:

http://www.herbatkauheleny.pl/readarticle.php?article_id=2983
 

Komentarze (0)
Najnowsze komentarze
2015-05-31 05:43
alebeka:
O pożytku z lobbystów i przekupnych naukowców...
BLABLABLA i nic wiecej. jaja jak berety !
2015-05-31 05:39
jasamjasam:
Usłużni analitycy o refleksie szachisty
Ales "felieton" wymoscil ! I z tego sie tak cieszysz jak by ci ktos w kieszen naplul?
2015-02-25 22:58
bdzik:
Historia nie lubi się powtarzać
Proszę czytać ze zrozumieniem. W proteście przeciw w sumie bardzo łagodnej rekomendacji S[...]
O mnie
Bartłomiej Dzik
Z wykształcenia ekonomista. Badacz szeroko rozumianego hazardu. Miłośnik literatury, gier komputerowych, czekolady i paru innych rzeczy. Może kiedyś zostanie pisarzem :-)
Kategorie
Ogólne