Fakty i interpretacje
 Oceń wpis
   

W tym miesiącu mija 15 lat od premiery książki, która mocno wstrząsnęła naukami społecznymi – The Bell Curve Richarda J. Herrnsteina i Charlesa Murraya. Autorzy, uznani naukowcy (Herrnstein jest autorem bardzo interesującej koncepcji tzw. melioracji), nie tylko pokazali dowody na międzyrasowe istotne różnice w poziomie inteligencji, przedstawili dowody, że inteligencja przekłada się na konkretne profity w realnym życiu i wreszcie sugerowali, że niewiele da się z tym zrobić, bo inteligencję determinują głównie geny a nie wychowanie i edukacja.

Teraz to wszystko nie brzmi jakość szczególnie bluźnierczo, ale w czasach tryumfującej politycznej poprawności i akcji afirmatywnych było szokiem dla naukowego mainstreamu, czymś w stylu 11 września 2001 dla świata polityki. Szok ten wynika jednak bardziej nie z tego, że ujawniono pewne fakty, ale z tego, że zderzyły się one z pewną domyślną interpretacją. Bo właśnie w interpretacjach, a nie faktach, jest niemal zawsze pies pogrzebany.

U jednych stwierdzenie, że Murzyni dziedziczą średnio niższe IQ niż Biali wywoła wzruszenie ramion, ale już u innych histerię, że wraca segregacja rasowa i pewnie zaraz niewolnictwo. Rozsądny człowiek wie, że to, jak powinien być urządzony świat nie wynika z tego, jak jest urządzony (czyli nie popełnia błędu naturalistycznego), nierozsądni często panikują i wciągają w panikę innych.

Doskonałym przykładem, jak bardzo różną rzeczą są fakty i interpretacje, jest problem globalnego ocieplenia. Ostatnio wybitny klimatolog Leonardo DiCaprio przekonywał nas, że jest ono faktem i stanowi największy problem dla ludzkości. Trick polega na tym, że w połowie miał rację. Owszem, świat się ociepla i nawet, owszem, grają tu rolę czynniki antropogeniczne. Natomiast nie ma żadnych twardych dowodów, że jest to nasz największy problem.

Analizy ekonomiczne wskazują, że koszty globalnego ocieplenia są niższe niż koszty walki z globalnym ociepleniem. Wskazują też, że są na świecie problemy o wyższym priorytecie, na zmaganie z którymi środki powinny pójść w pierwszej kolejności (Konsensus Kopenhaski). Zwolennicy przestawiania świat na tryb „eko” jednak jak diabeł wody święconej unikają dyskusji o tym, jak naprawdę globalne ocieplenie powinno być zhierarchizowane wśród wyzwań współczesnego świat. W tym sensie bardzo przypominają religijnych fundamentalistów.

Niestety, sporo część prawicy i konserwatystów ma z kolei ten problem, że próbuje walczyć z ekoterroryzmem niepotrzebnie negując fakty, zamiast zwrócić uwagę, że u drugiej strony kuleje nie faktografia, ale interpretacja. To bardzo źle, bo niby rozsądni ludzie spychają się w ten sposób do pozanaukowego getta.

Walczmy zatem nie z faktami, ale ze straszakiem globalnej katastrofy. Zawsze warto pamiętać, że owa medialnie rozdmuchana globalna katastrofa to pikuś wobec tego, co już wiele razy serwowały ziemskim ekosystemom przestrzeń kosmiczna i sama natura. Demolka, jaką odstawia nieodpowiedzialny człowiek, to małe piwo wobec prehistorycznych masowych wymierań. Nieprawna politycznie prawda jest zatem taka, że to nie Matka Ziemia ma się nas obawiać, ale my powinniśmy się systematycznie przed nią zbroić.
 

Komentarze (3)
Głębia taśm Tymczasem w Europie...
Najnowsze komentarze
2015-05-31 05:43
alebeka:
O pożytku z lobbystów i przekupnych naukowców...
BLABLABLA i nic wiecej. jaja jak berety !
2015-05-31 05:39
jasamjasam:
Usłużni analitycy o refleksie szachisty
Ales "felieton" wymoscil ! I z tego sie tak cieszysz jak by ci ktos w kieszen naplul?
2015-02-25 22:58
bdzik:
Historia nie lubi się powtarzać
Proszę czytać ze zrozumieniem. W proteście przeciw w sumie bardzo łagodnej rekomendacji S[...]
O mnie
Bartłomiej Dzik
Z wykształcenia ekonomista. Badacz szeroko rozumianego hazardu. Miłośnik literatury, gier komputerowych, czekolady i paru innych rzeczy. Może kiedyś zostanie pisarzem :-)
Kategorie
Ogólne