Machina non grata
 Oceń wpis
   

Tym razem zamiast wielkiej polityki i palących problemów gospodarczych, przyjdzie czas na coś lżejszego, czyli narzekanie, że świat się kończy. W sensie obyczajowym rzecz jasna.

Miłośnicy czterech kółek, jak świat długi i szeroki, nie mają lekko.  Samochód to teraz taka machina non grata w centrach miast, smok szkaradny ziejący CO2,  narzędzie lansu niesubtelnych konserwatystów z epoki tłoka kutego. Niestety, ku zmartwieniu postępowców, samochody są wciąż produkowane a nawet ludzie nimi jeżdżą. Skoro nie można samochodów wyeliminować, można je przynajmniej trochę wykastrować, obrzydzić i sprowadzić do roli nudnego środka transportu.

Australia, wydawałoby się, to kraj wielkich przestrzeni i wolnych ludzi. Wydawałoby się… W kwietniu tamtejszy urząd wziął pod lupę puszczany w kinach spot reklamowy sportowego coupe BMW serii 2. Spot przedstawiał tak straszne rzeczy jak gwałtowne przyspieszanie czy utratę trakcji (na pustym pustkowiu). Jednym słowem, była to reklama straszliwie nieodpowiedzialna, niebezpieczna, nierozsądna i powinna by zakazana.

www.autoblog.com/2014/04/29/bmw-2-series-ad-video-poll/

Co ciekawe, BMW tłumaczył się mętnie, że tak właściwie nie przekraczano dozwolonej prawem prędkości, że złudzenie agresywnej jazdy wynika z techniki filmowania itd. itp. Czyli spuścili uszy po sobie.

Skoro już postępowcy ustalili, że auto sportowe nawet na terenie prywatnym służy to grzecznej jazdy, to trzeba się zastanowić, jaki to nabywca ma z owej sportowości benefit. Może chociaż nasyci uszy pomrukiem potężnego silnika. No… też nie do końca.

Zostając przy bawarskiej marce, okazuje się, że w swych nowym sportowych limuzynach (linia modelowa M) BMW stosuje system ASD, w którym za piękny pomruk we wnętrzu auta odpowiada już nie silnik, ale… system audio. Rozwiązanie to byłoby nawet dowcipne gdyby chodziło o miejski samochodzik, w środku którego mruczy V12 Lambo. My wszak mówimy o autach sportowych za pół miliona zł, które chyba powinny mruczeć same z siebie. Cóż, eko-standardy docierają i do tego segmentu, a wtedy trzeba się ratować takimi ersatzami.

Powie ktoś, że się niesłusznie czepiam. Że stawiam brawurę i lans ponad bezpieczeństwem i ekonomiką. A owszem, poniekąd. Bo jak powiedział Benjamin Franklin, kto oddaje wolność za bezpieczeństwo, straci jedno i drugie.

Nie jestem przeciwnikiem postępu w motoryzacji jako takiego, chętnie przygarnąłbym super-nowoczesne Teslę S czy Nissana GT-R. Samochód jednak, wbrew twierdzeniom lewicowych postępowców, nie jest i nigdy nie będzie tylko narzędziem do przemieszczania się. Jest też następcą wierzchowca, częścią twardego, męskiego pierwiastka w kulturze. Im bardziej ten aspekt kastrujemy, tym bardziej cieszy się Wielki Brat i zacierają łapska czyhający przy granicy barbarzyńcy.
 

Komentarze (3)
Polityczna "Nagroda Darwina" Głębia taśm
Najnowsze komentarze
2015-05-31 05:43
alebeka:
O pożytku z lobbystów i przekupnych naukowców...
BLABLABLA i nic wiecej. jaja jak berety !
2015-05-31 05:39
jasamjasam:
Usłużni analitycy o refleksie szachisty
Ales "felieton" wymoscil ! I z tego sie tak cieszysz jak by ci ktos w kieszen naplul?
2015-02-25 22:58
bdzik:
Historia nie lubi się powtarzać
Proszę czytać ze zrozumieniem. W proteście przeciw w sumie bardzo łagodnej rekomendacji S[...]
O mnie
Bartłomiej Dzik
Z wykształcenia ekonomista. Badacz szeroko rozumianego hazardu. Miłośnik literatury, gier komputerowych, czekolady i paru innych rzeczy. Może kiedyś zostanie pisarzem :-)
Kategorie
Ogólne