Jak Internet spowolnił świat
 Oceń wpis
   

Brak aktywności na blogu ostatnimi czasy wynikał z faktu, że przyszło mi wykańczać nowe mieszkanie, czy też – można by nawet celniej rzecz ująć – nowemu mieszkaniu wykańczać mnie.

Poprzednie lokum urządzałem w roku 2002, czyli w zupełnie innych czasach z perspektywy rynku budowalnego i handlu online. Wtedy było tak: pojechałem na słynne warszawskie zagłębie sklepów budowlanych na Bartyckiej, ludzie kłębili się tam jak na bazarku osiedlowym, szybko wybrałem co trzeba (płytki, ceramikę, armaturę, parkiet, chemię itd.) zapłaciłem, przyjechało tego samego dnia lub na drugi dzień. Wszystko było na miejscu, do odbioru w magazynach. Pstryk! i gotowe.

Przez dziesięć lat świat posunął się do przodu (teoretycznie). Mamy super logistykę, zakupy przez Internet itd. Pozytywną stroną jest to, że można łatwo porównać ceny. Sklepy stacjonarne muszą konkurować z wirtualnymi. Jeśli dziś przejdziemy się na wspomnianą wyżej Bartycką, to jest tam pustawo, a sprzedawcy z miejsca, nienagabywani, proponują przyzwoite rabaty zainteresowanym klientom.

Ale jest i minus – skoro konkurencja jest duża i wszystko można sprowadzić, to zapasy magazynowe są mizerne lub nie ma ich wcale. Na wszystko trzeba czekać i to niekiedy tygodniami. Trochę kiepsko jak na drugą dekadę dwudziestego pierwszego wieku.

obrazek niżej to autentyk z jednego ze sklepów z ceramiką/armaturą

Sam czas oczekiwania to jeszcze małe piwo, bo dużo bardziej wkurzające jest mamienie klienta w Internecie nierealistycznymi terminami dostaw. Bywa to posunięte do absurdu, np. sklep reklamuje się „w przeciwieństwie do konkurencji u nas są realistyczne terminy dostaw”, a gdy przychodzi co do czego, to z termin na stronie WWW „od 3 do14 dni” robią się tak naprawdę 4 tygodnie. Największym kuriozum była sytuacja, gdy towary określone jako „wysyłka w 24 godziny” okazały się do sprowadzenia najwcześniej za 2 tygodnie (a co tam, jak nigdy podam nazwę firmy: DOMARKET).

Tak oto szybszemu przepływowi informacji towarzyszy wolniejszy przepływ towarów. A zamiast gładkiej gadki „Pana Zenka ze sklepu” mamy jeszcze gładsze obietnice na stronach WWW. Świat niby idzie do przodu, tylko tak trochę… zygzakiem.
 

Komentarze (8)
Pani wiceprezeska Jan Kowalski Rytualny ubój a prawa większości
Najnowsze komentarze
2015-05-31 05:43
alebeka:
O pożytku z lobbystów i przekupnych naukowców...
BLABLABLA i nic wiecej. jaja jak berety !
2015-05-31 05:39
jasamjasam:
Usłużni analitycy o refleksie szachisty
Ales "felieton" wymoscil ! I z tego sie tak cieszysz jak by ci ktos w kieszen naplul?
2015-02-25 22:58
bdzik:
Historia nie lubi się powtarzać
Proszę czytać ze zrozumieniem. W proteście przeciw w sumie bardzo łagodnej rekomendacji S[...]
O mnie
Bartłomiej Dzik
Z wykształcenia ekonomista. Badacz szeroko rozumianego hazardu. Miłośnik literatury, gier komputerowych, czekolady i paru innych rzeczy. Może kiedyś zostanie pisarzem :-)
Kategorie
Ogólne