Realny wirtual
 Oceń wpis
   

Tak przed, jak i tym bardziej po niezbyt udanym (czy może „katastrofalnym”, jak kto woli) debiucie giełdowym Facebooka, pełno jest głosów ostrzegających o kolejnej bańce internetowej, o kupowaniu powietrza (już nawet nie kota w worku), o bezsensownie wysokiej wycenie wirtualnego wszak przedsięwzięcia itd. itp.

Ponarzekać zawsze można. To prawda, że Facebook sam w sobie nie uprawia ziemniaków (prawdziwych, znaczy się, nie w Farmville), nie wydobywa rudy żelaza i nie wyleczy nikomu zębów. Może się zdarzyć, że za parę lat odejdzie w niepamięć, a jego miejsce zajmie inny, genialniejszy serwis społecznościowy (choć to mało prawdopodobne, ze względu na osiągnięty już efekt skali). To wszystko nie zmienia jednak faktu, że rzeczywistość wirtualna ma jak wszak jak najbardziej realny wpływ na nasze życie. Od tak drobnych spraw, jak 20% tańsza pizza za dodanie pizzerii do grona lubianych, po tak poważne, jak rozwód z obecną żoną i ślub z odnalezioną miłością z podstawówki.

Nie jest również tak, że jak ludzie są najedzeni i mają dach na głową, to zaczynają się fanaberie i zamiast czym realnym, zajmują się błahostkami typu Facebook. Pomijając prehistorię, ludzkim życiem zawsze bardziej rządził „wirtual” niż „real”, tylko kiedyś „wirtual” miał oblicze np. oficjalnej religii, która w fundamentalny sposób (przez system nakazów, rytuałów i tabu) wpływała na życie codzienne, gospodarkę i politykę. U podstaw funkcjonowania całych społeczeństw leży coś dużo bardziej „niedotykalnego” od garnka zupy, cegły, aspiryny, samochodów i elektrowni. Najpierw jest duch kapitalizmu (choć niekoniecznie taki, jak widział go Max Weber) a dopiero potem powstaje fabryka.

Żeby było jasne – nie sugerują tu, broń Boże, że Facebook jest nową religią albo jej substytutem. Zwracam tylko uwagę, by „wirtuala” nie lekceważyć pogardliwymi wzmiankami, że „nic nie produkuje i nie zarabia”, bo o religii właściwie to samo można powiedzieć, a jej pośredni wpływ na gospodarkę można mierzyć w bilionach.

...co najlepiej ilustruje poniższy stary dowcip:

Przyszli specjaliści z Coca-Coli do Watykanu i poprosili, by Kościół zmienił modlitwę powszechną na „…chleba naszego powszedniego i Coca-Coli daj nam dzisiaj”, proponując w zamian datek 50 milionów dolarów. Papież odmówił. Zaproponowali wówczas 100 milionów. Znowu odmowa. Wreszcie padła oferta na 500 milionów, ale wtedy zostali wyproszeni z Watykanu. Zdziwieni wracają do domu i jeden głośno myśli „Kurde, to ile musieli dać piekarze?!”
 

 

Komentarze (2)
Eko-panika i magia liczb Koko, homo, femi, spoko!
Najnowsze komentarze
2015-05-31 05:43
alebeka:
O pożytku z lobbystów i przekupnych naukowców...
BLABLABLA i nic wiecej. jaja jak berety !
2015-05-31 05:39
jasamjasam:
Usłużni analitycy o refleksie szachisty
Ales "felieton" wymoscil ! I z tego sie tak cieszysz jak by ci ktos w kieszen naplul?
2015-02-25 22:58
bdzik:
Historia nie lubi się powtarzać
Proszę czytać ze zrozumieniem. W proteście przeciw w sumie bardzo łagodnej rekomendacji S[...]
O mnie
Bartłomiej Dzik
Z wykształcenia ekonomista. Badacz szeroko rozumianego hazardu. Miłośnik literatury, gier komputerowych, czekolady i paru innych rzeczy. Może kiedyś zostanie pisarzem :-)
Kategorie
Ogólne