Późna emerytura to pikuś
 Oceń wpis
   

Od tygodni w mediach wałkowany jest na różne sposoby rządowy projekt podwyższenia wieku emerytalnego do 67 lat. Inicjatywa ta spotyka się z radykalnym oporem różnych grup, począwszy od „przeciętnych Kowalskich”, poprzez związki zawodowe, a na opozycji właściwej i opozycji wewnątrzkoalicyjnej skończywszy.

Potężny opór przeciw zmianom jest dość ciekawą formą tęsknoty za „rajem utraconym”, czyli światem, gdzie reguły były proste i niezmienne, bo rzeczywistość była w miarę prosta i niezmienna. Zafiksowanie wieku emerytalnego na określonym poziomie w oderwaniu od całej gospodarki i demografii to jeden z ostatnich reliktów takich „starych, dobrych czasów”.

Tymczasem żyjemy w świecie, w którym coraz bardziej to, co pewne i stałe, staje się niepewne i niestałe. Rzeczy, której jeszcze niedawno uchodziły niemal za dogmaty, jak wypłacalność krajów rozwiniętych czy świętość własności intelektualnej rozpływają się na naszych oczach w morzu niepewności. Trzeba powoli oswajać się z myślą, że również emerytura również przestanie być pewnikiem. Nie – nie ma w tym zdaniu błędu. Nie „emerytura wcześniejsza” ale „emerytura w ogóle”.

Ludzie żyją coraz dłużej. W niektórych krajach liczba stulatków wzrosła na przestrzeni pół wieku kilkadziesiąt razy i liczona jest już w dziesiątkach tysięcy. Prowadzone są zaawansowane badania nad determinantami długowieczności, kolekcjonowany i badany jest genom tzw. supercetenarian (osób żyjących 110 lat i więcej). Co to wszystko oznacza? Ano to, że biologiczna nieśmiertelność jest jedynie kwestią czasu.

Spotkałem się z szacunkami (naukowców, nie fantastów), że medyczne zatrzymanie procesów starzenia będzie możliwe już około 2045 roku. Łatwo zauważyć, że na tym tle dyskusja czy do 2040 roku podnieść wiek emerytalny do 67 lat może wzbudzać jedynie pobłażliwy uśmiech. Może lepiej w ramach ćwiczenia intelektualnego pomyśleć, jak będzie wyglądało życie naszych wnuków, dla których pojęcie emerytura będzie podobnym reliktem jak „system lenny” czy „polowanie na mamuty”. Bo naturalną konsekwencją wiecznego życie jest… wieczna praca. Chyba, że i w tym względzie postęp naukowy załatwi parę fundamentalnych problemów i np. nie będziemy musieli pracować w ogóle.

Zniknięcie systemu emerytalnego to oczywiście tylko drobny element wywrócenia porządku świata związanego z nieśmiertelnością i wieczną młodością. Będą i inne, równie przerażające, co zabawne – np. poznajemy w barze fajną dziewczyną, a potem się okazuje, że jest ona prababcią naszego najlepszego kumpla. Tak czy siak, będzie ciekawie…
 

Komentarze (0)
Dwanaście gwiazdek w gulaszu... Kryzys zaufania
Najnowsze komentarze
2015-05-31 05:43
alebeka:
O pożytku z lobbystów i przekupnych naukowców...
BLABLABLA i nic wiecej. jaja jak berety !
2015-05-31 05:39
jasamjasam:
Usłużni analitycy o refleksie szachisty
Ales "felieton" wymoscil ! I z tego sie tak cieszysz jak by ci ktos w kieszen naplul?
2015-02-25 22:58
bdzik:
Historia nie lubi się powtarzać
Proszę czytać ze zrozumieniem. W proteście przeciw w sumie bardzo łagodnej rekomendacji S[...]
O mnie
Bartłomiej Dzik
Z wykształcenia ekonomista. Badacz szeroko rozumianego hazardu. Miłośnik literatury, gier komputerowych, czekolady i paru innych rzeczy. Może kiedyś zostanie pisarzem :-)
Kategorie
Ogólne