Odyssey Dawn - zachodnie poczucie humoru
 Oceń wpis
   

Zwróciłem kiedyś uwagę na Money.pl na wyjątkową kreatywność zachodnich specjalistów do wymyślania kryptonimów operacji wojskowych czy skrótów nazw instytucji. Tymczasem na pierwszy rzut oka, nazwa interwencji w Libii jest - jak to mówi młodzież - od czapy. "Odyssey Dawn" - co to niby ma być? Gdzie tu jakiś "Storm", "Freedom" czy choćby "Thunder" bądź "Eagle"?

Po bliższym przyjrzeniu się sprawie, trzeba jednak przyznać, że to nadzwyczaj adekwatna nazwa, będąca na dodatek przejawem błyskotliwego poczucia humoru. Trzeba tylko sięgnąć do źródła, czyli "Odysei" Homera. Powrót mitycznego herosa do rodzinnej Itaki miał być prosty i zająć dwa tygodnie, tymczasem trwał 10 lat, a po dotarciu do celu władca zastał na miejscu niezły bajzel.

Po doświadczeniach w Iraku, trudno sobie wyobrazić lepszą metaforę "interwencji pokojowej" niż właśnie Odyseja (no może pomijając obecny w greckim micie happy end). Wiadomo, że będzie długo, ze będzie masa ofiar, że kraj będzie rozdarty między Scyllą zachodniego modelu demokracji a Charybdą plemiennych waśni rodem z innej bajki, które mogą pochłonąć więcej ofiar niż reżim obalonego krwawego dyktatora.

Cała ta interwencja w ogóle wygląda nieco dziwacznie. Mieliśmy do czynienia z krajem pogrążonym w wojnie domowej. Gdy z czasem okazało się, że rewolucjoniści nie są wcale taką większością, jak to się na początku wydawało, to nagle zaszła potrzeba interwencji. Pytanie brzmi - niby dlaczego? Daleki jestem od obrony Kadafiego, ale równocześnie uważam za dość oczywistą ogólną zasadę, że władca ma prawo użyć siły przeciw zbuntowanej mniejszości. Tymczasem "Odyssey Dawn" zdaje się tę zasadę podważać. Aż strach pomyśleć, do jakich nadużyć  w przyszłości może taki paradygmat prowadzić.

Jak potoczyć się może interwencja w Libii? Ostre poczucie humoru bywa powiązane z cynizmem, możliwie więc, że nauczony doświadczeniem Zachód nie będzie się w Libii tak patyczkował jak w Iraku. Obali Kadafiego, potem obali opozycję ("nie dorośli do demokracji"), uciszy tłumy, wprowadzić marionetkowy rząd. I wszystko będzie cacy. Ropa po $15 za baryłkę. Happy end niemal jak w Odysei.

Komentarze (4)
Przed kataklizmem nie uciekajmy do lepianki
 Oceń wpis
   

Wydarzenia w Japonii głęboko mną poruszyły, bo jestem miłośnikiem Kraju Kwitnącej Wiśni i szczególna estymą darzę japońską technologię, zwłaszcza zegarmistrzowską i samochodową. Natomiast reakcja świata na wydarzenia w japońskich elektrowniach atomowych o ile nie zaskakuje, to wzbudza poważny niepokój.

Trauma atomowa Japończyków, związana z Hiroszimą i Nagasaki, jest wciąż olbrzymia i trudna do ogarnięcia dla przeciętnego Europejczyka. Wystarczy dodać, że słynny potwór Godzilla jest właśnie personifikacją atomowych lęków, a fabularne okoliczności jego narodzin nieco przypominają to, co teraz się dzieje w Japonii.

Choć skala zniszczeń jest olbrzymia, straty ekonomiczne i ludzkie są relatywnie dużo mniejsze niż podczas dziesięciokrotnie słabszego trzęsienia ziemi w 1923 roku. Japonia było dobrze przygotowana pod względem infrastruktury i obrony cywilnej na trzęsienie ziemi i te zabezpieczenia zdały egzamin na tyle, na ile mogły. Oceniając to, trzeba zachować zdrowe proporcje i nie stawiać nierealistycznych wymagań.

Casus Japonii zaprzecza popularnej ludowej mądrości, że "na naturę nie ma mocnych". Mądrości, co ciekawe, podzielanej zarówno przez środowiska lewicowych ekologów jak i częściowo przez prawicę, choć z zupełnie innych przyczyn. Oczywiście totalne okiełznanie natury nie jest możliwe. Niemniej, minimalizacja strat w zmaganiach z żywiołami to już bardzo dużo, a kraje jak Japonia i Holandia są tutaj dobrym wzorem.

Mówi się, że po tym, co się wydarzyło, Świat odwróci się od atomu. Katastrofy w elektrowniach atomowych się zdarzały i zdarzają. Jednak twierdzenie, że skoro nie jest to technologia w pełni bezpieczna (a jaka jest?), to należy z niej zrezygnować, są czystym przykładem irracjonalizmu. Idąc tą drogą, zakażmy również zdjęć RTG, bo to przecież też zagrożenie promieniotwórcze. Choć to mentalnie trudne, może warto trzeźwo polubić atom, nie negując istnienie ryzyka, ale po prostu "wliczając je w koszty".

Co bardzo ważne, należy odróżnić medialność od rzeczywistego zagrożenia. Nawet ów straszny Czarnobyl, biorąc po uwagę wszystkie jego skutki, nie był wcale największą katastrofą przemysłową w dziejach świata. O wiele gorsza, choć nieporównywanie mniej obecna w mediach, była katastrofa w indyjskim Bhopalu w 1984 roku: wyciek izocynianu metylu w fabryce pestycydów, który pociągnął za sobą tysiące ofiar śmiertelnych. Okazuje się, że banalna fabryka środków owadobójczych zachodniego koncernu może być groźniejsza niż szalony eksperyment sowieckich ekspertów w nuklearnej siłowni.

Niestety, przez najbliższy czas będziemy bombardowani propagandą o strasznym atomie i dobrych alternatywnych źródłach energii. Będziemy słyszeli, że na żywioły nie ma mocnych, że skoro tak, najlepiej się cofnąć w rozwoju, palić biomasą i mieszkać w krytej strzechą lepiance, która jest bezpieczniejsza w przypadku trzęsienia ziemi niż drapacz chmur.

Tymczasem powinno być dokładnie odwrotnie - przyjrzyjmy się, jak działy systemy bezpieczeństwa i udoskonalajmy je. Inwestujmy w tanią energię, która nam pozwoli lepiej zabezpieczyć się przed kataklizmami, a przy okazji rozwiązać setki innych problemów. Pamiętajmy bowiem, że są zagrożenia naturalne, przed którymi ekologia nas nie obroni. Jeśli kiedyś zabłąkana asteroida wejdzie na kurs kolizyjny z Ziemią, to wówczas nie pomogą nam lepianki, biomasa i energooszczędne żarówki, tylko atom i najnowocześniejsza technika.

Komentarze (3)
Czy można dyskryminować dyskryminację...
 Oceń wpis
   

Wśród wielu modnych współcześnie politycznie poprawnych pojęć, chyba najdziwniejszym i najbardziej pozbawionym treści jest dyskryminacja. Dyskryminacja to tyle, co różnicowanie, pojęcie samo w sobie neutralne. Obecnie przez dyskryminację rozumie się jednak różne traktowanie różnych grup ludzi, co ma być wielką niesprawiedliwością samą w sobie.

Współcześnie, za dyskryminację uważa również spontaniczne istnienie porządku instytucjonalnego, który jakąś grupę faworyzuję - spotkałem się choćby z twierdzeniem, że współczesna polityka dyskryminuje kobiety, bo wiąże się z rywalizacją, w której lepiej radzą sobie naszprycowane testosteronem samce.

Polska Konstytucja posiada zapis, że "nikt nie może być dyskryminowany (...) z jakiejkolwiek przyczyny", co jest stwierdzeniem absurdalnie ogólnym. Żeby było śmieszniej, nawet - zdawałoby się proste - określenie kto właściwe jest dyskryminowany, może dawać zupełnie różnie wyniki, w zależności od tego, jak matematycznie podejdziemy do zmierzenia poziomu dyskryminacji. W statystyce nazywa się to Paradoksem Simpsona.

O dyskryminacji zrobiło się głośno przy okazji wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który stwierdza, że kobiety i mężczyźni powinni płacić równą składkę za komunikacyjne ubezpieczenie OC. Obecnie kobiety płacą mniej, bo w pewnych grupach wiekowych ich wypadkowości jest dużo mniejsza od mężczyzn:

 ETS orzekł koniec dyskryminacji w OC

Zastanówmy się chwilę, czy faktycznie mamy tu do czynienia z likwidacją dyskryminacji. Prawodawstwo unijne wyróżnia dwa rodzaje dyskryminacji, bezpośrednią (różne traktowanie podobnych grup) i pośrednią (identyczne traktowanie różnych grup, np. brak ochrony dla kobiet w ciąży w miejscu pracy). Zatem stosowanie równych stawek można z powodzeniem naciągnąć na dyskryminację pośrednią, ponieważ mamy identyczne stawki ubezpieczenia dla ewidentnie różnych grup ryzyka.

Oto do czego prowadzi stosowanie totalnie rozmytych pojęć. To, czy mamy do czynienia z dyskryminacją, czy nie, staje się rozstrzygnięciem totalnie arbitralnym. Żeby było jeszcze śmieszniej, owa straszna dyskryminacja w ubezpieczeniach jest, z ekonomicznego punktu widzenia, zdecydowanie za słaba. Różnice w stawkach (podobnie zresztą jak zniżki za bezwypadkową jazdę) tylko częściowo kompensują różnice w ryzyku. Zatem nawet po skorygowaniu stawek, bezpieczni kierowcy i tak dopłacają do ubezpieczenia ryzykantom / pechowcom.

Tak oto działa politycznie poprawny świat - w imię błędnie pojętej równości, z niedoskonałego systemu częściowo sprawiedliwego robi się "idealny" system całkiem niesprawiedliwy...

Komentarze (0)
Najnowsze komentarze
2015-05-31 05:43
alebeka:
O pożytku z lobbystów i przekupnych naukowców...
BLABLABLA i nic wiecej. jaja jak berety !
2015-05-31 05:39
jasamjasam:
Usłużni analitycy o refleksie szachisty
Ales "felieton" wymoscil ! I z tego sie tak cieszysz jak by ci ktos w kieszen naplul?
2015-02-25 22:58
bdzik:
Historia nie lubi się powtarzać
Proszę czytać ze zrozumieniem. W proteście przeciw w sumie bardzo łagodnej rekomendacji S[...]
O mnie
Bartłomiej Dzik
Z wykształcenia ekonomista. Badacz szeroko rozumianego hazardu. Miłośnik literatury, gier komputerowych, czekolady i paru innych rzeczy. Może kiedyś zostanie pisarzem :-)
Kategorie
Ogólne