Modne rewolucje i demokratyczni fundamentaliści
 Oceń wpis
   

Trudno zakładać, że napełniania przez lata czara goryczy przypadkiem przelała się równocześnie w kilku krajach arabskich. Mieliśmy do czynienia z efektem kuli śniegowej, a może nawet bardziej mody. Dokładnie tak - mody na rewolucje.

Potrzeba naśladownictwa jest bardzo mocno zakorzeniona w ludzkiej naturze. Modzie polegają nawet tak poważne i intymne kwestie jak samobójstwa - gdy zabije się znana osoba, natychmiast rośnie też liczba samobójstw w całej populacji.

Oczywiście, w przypadku samobójstw czy rewolucji moda nie jest ślepa - stoją za nią jakieś racjonalne kalkulacje, w rodzaju "to widać nie jest takie straszne" czy "innym się udało, to może i nam się uda", niemniej pierwotny instynkt naśladownictwa ma tu coś do powiedzenia.

Ciekawym aspektem wydarzeń w Tunezji czy Egipcie jest rozstrzał formowanych w związku z nimi prognoz. Niektórzy eksperci mówią o "drugiej Solidarności" i drodze ku gospodarce rynkowej pogłębieniu demokracji, inni straszą dojściem do władzy islamskich fundamentalistów. Paradoksalnie, w obu diagnozach może być ziarno prawdy. Zryw może mieć u źródła pro-demokratyczny charakter, ale jednocześnie może się zakończyć przejęciem rządów przez radykałów.

Bassam Tibi w książce Fundamentalizm religijny (PIW 1997) zwraca uwagę, na instrumentalne traktowanie demokracji przez islamskich fundamentalistów, chcących dojść do władzy. Najpoważniejsza (choć nieudana) taka próba miała miejsce w Algierii w 1991 roku. Problem, czy demokracja może tolerować przeciwników demokracji to niezmiernie ciekawe zagadnienie, które, mam nadzieję, zasłuży kiedyś na osobny wpis na blogu.

Zauważmy, że zamieszki mają miejsce w krajach, które można by określić jako łagodnie autorytarne, pośrednie między demokracją a autorytaryzmem. Taki łagodny autorytaryzm raczej nie zbudza zachwytu u postępowych teoretyków, zapewnia jednak względny spokój w tej części świata. Próba jego udemokratycznienia może się paradoksalnie skończyć "utotalitarnieniem".

Widać tu wyraźną różnicę między polityką i ekonomią. Ekonomia gorzej znosi stany pośrednie i pół-rynkowa hybryda zwykle będzie gorsza i od systemu rynkowego i nawet nierynkowego. Tymczasem w polityce system pośredni między autorytaryzmem i demokracją może być najlepszym wyborem dla niejednego kraju na świecie. 

Komentarze (2)
Lokata - Wieczny Zysk
 Oceń wpis
   

Posiadam konto osobiste w banku Millenium. Nie pytajcie dlaczego. Grzechy młodości, lenistwo, takie tam. Swego czasu przez system Millenet założyłem odnawialną lokatę terminową. Zapada ona niedługo i chciałem zmienić jej status, by się nie odnowiła. Wchodzę do systemu, wybieram co trzeba, zatwierdzam, a tu wyskakuje błąd: operacja się nie powiodła, spróbuj ponownie, bla, bla, bla...

Dzień później, przy okazji wizyty w centrum handlowym, wstępuje do oddziału banku i proszę pana z obsługi, by mi zmienił status, bo przez Internet się nie da. A pan na to:

To lokata millenetowa, ja nie mam możliwości zmiany jej parametrów. Ale proszę się nie przejmować - w dniu zapadnięcia lokaty przyjdzie pan do banku i ją zerwie. Na jedno wyjdzie.

Wot technika - pomyślałem sobie. Normalnie trzecie millenium. Tyle, że chyba przed naszą erą. A potem się zacząłem zastanawiać - skąd pewność, że lokatę da się zerwać. Może i to uniemożliwi mi wszechwładny Mille-system. Tu od razu pojawił się pomysł - niech bank faktycznie wprowadzi kiedyś lokatę niezrywalną i nazwie ją po swojemu "Wieczny zysk". Dobry marketing i ludzie to kupią.

Żarty, żartami, ale takie długookresowe oszczędzanie można faktycznie prosto zareklamować. Jeśli w dniu urodzenia Chrystusa nas przodek ulokowałby równowartość dolara na lokacie z kapitalizacją odsetek o nędznym oprocentowaniu dwa procent rocznie, odziedziczylibyśmy dziś... naprawdę sporo. Więcej niż światowy PKB.

No właśnie, skoro to takie proste, dlaczego nikomu się jeszcze ten zabieg nie udał? Otóż świat jest tak urządzony, że przechowanie wartości w długim czasie jest praktycznie niemożliwe. Bo po drodze jest tyle "resetów" (wojny, kataklizmy, bankructwa), że nic nie się ostoi. Po II Wojnie Światowej mamy kilka dziesięcioleci względnego spokoju, ale na linii historii ostatnie lata to dziwaczny wyjątek, a nie reguła.

Zatem, Czytelniku, jeśli jeszcze raz usłyszysz terminy w rodzaju długookresowa inwestycja czy stopa wolna od ryzyka, traktuj je raczej jako użyteczne metafory, a nie obietnice zysku i bezpieczeństwa. Tak oto od trywialnej awarii w systemie bankowości elektronicznej, doszliśmy do pesymistycznej refleksji o brutalnej naturze rzeczy. Dzikonomicznie.

Komentarze (11)
Polacy kochają nieruchomości
 Oceń wpis
   

Z pewnym poślizgiem, ale w końcu Rząd zabiera się za dość poważne okrojenie programu dopłat do kredytów hipotecznych Rodzina na swoim:

bip.kprm.gov.pl/g2/2011_01/3909_fileot.pdf

Program cieszy się dużą popularnością, ale też generuje koszty budżetowe, zatem w ramach zaciskania pasa koalicja rządząca planuje go wygasić, nawet jeśli straci przez to parę punktów w nadchodzących wyborach. O niedoskonałości RnS i jeszcze większej niedoskonałości nowelizacji programu pisałem choćby tutaj:

www.money.pl/archiwum/felieton/artykul/dzik;nadchodza;czynszowki;na;swoim,57,0,627769.html

Teraz chciałbym poruszyć nieco inną kwestię - otóż wielu analityków, dziennikarzy i amatorskich komentatorów rynku lansuje teorię, że likwidacja RnS przyczyni się w znacznym stopniu do spadku cen. I tutaj się z nimi nie zgodzę. Polski rynek nieruchomości polega bowiem dość specyficznym uwarunkowaniom.

Ceny mieszkań licząc od szczytu hossy w 2007/2008 spadły w Polsce widocznie, ale nie tak silnie jak w krajach zachodnich. Wiele osób próbuje doszukiwać się w tym spisku banków, które dają za łatwo kredyty i deweloperów, którzy lobbują za utrzymaniem dopłat.

Zauważmy jednak, że Polacy spłacają te lekką ręką rozdawane kredyty hipoteczne wyjątkowo sumiennie, a wysokie ceny nie są tylko domeną nowego budownictwa, ale i tysięcy ofert na rynku wtórnym, który trudno podejrzewać o udział w spisku. By wyjaśnić fenomen wysokich cen i stabilizacji rynku pomimo kryzysu, warto sięgnąć po bardzo ciekawe, acz zapomniane badanie CBOS sprzed pół roku:

www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/spoleczenstwo/sondaz--prawie-polowa-polakow-obawia-sie-niskich-emerytur,60122,1

Uderzające jest, że za najlepszą formę zabezpieczenia na emeryturę Polacy uznają właśnie nieruchomość, a nie lokaty finansowe czy dedykowane produkty emerytalne, takie jak IKE. Co więcej, jest to opinia wykształconych mieszkańców wielkich miast, a nie konserwatywnych staruszków z prowincji.

Polacy kochają nieruchomości. Mój dom - moja twierdza, widać tu pozostałość kultury szlacheckiej. W czasach kryzysu, zamiast odwrócić się od przewartościowanych mieszkań, mogą je wręcz traktować jako bezpieczną lokatę kapitału, ochronę przed inflacją itp.

Miłość do nieruchomości nie musi być "matematycznie" racjonalna, nie wynika z jakichś fachowych kalkulacji. Niemniej jest czymś realnym i wpływa znacząco na popyt i ceny. Deweloperzy, choć często proste chłopaki, to dostrzegają i rozumieją. Wyrafinowani analitycy, zanurzeni w niuansach technicznych i fundamentach, już niekoniecznie - i błądzą. Nic bowiem tak nie pomaga w rozumieniu zimnych liczb, jak zajrzenie w gorące serca konsumentów.

P.S.: nowy rok to również medialna ofensywa instytucji oferującej tzw. odwrócone hipoteki. Pomysł ciekawy i reklama ponętna, ale biorąc pod uwagę to, na co zwróciłem uwagę wyżej, nie wróżyłbym tej inicjatywie większego sukcesu...
 

Komentarze (3)
Przewidywanie - fajna rzecz
 Oceń wpis
   

Ministerstwo Finansów zaprognozowało kurs Euro na 2020 rok, ma on wynosić 3,47 zł. Fajna sprawa, nic tylko obstawiać, brać kredyt walutowy itd. itp. To jednak, jak to mówią "pikuś" wobec tego, co będzie prognozowało dzieło europejskiej myśli technicznej (skojarzenie z radziecką myślą techniczną nieprzypadkowe).

"Rzeczpospolita" dziś donosi o planach budowy superkomputera, symulującego wszystko, szczególnie procesy społecznie ekonomiczne. Living Earth Symulator ma przewidywać kryzysy ekonomiczne, epidemie, zmiany klimatyczne czy międzynarodowe konflikty. Zresztą zobaczcie sami:

www.futurict.ethz.ch/FuturICT

 Z jedną uwagą twórców projektu wypada się zgodzić - wiemy więcej o mechanizmach rządzących wszechświecie niż społeczeństwem. Warto jednak zapytać: dlaczego? Zjawiska socjo-ekonomiczne są skomplikowane, to fakt. Ale też ludzie tym różnią się od pulsarów i planetoid, że przewidywania tego, jak się zachowają wpływają na to… jak się zachowują.

Jaki będzie efekty tego, że oto supermądry superkomputer ogłosi Europejczykom, że czeka nas kryzys na rynku nieruchomości i potanieją one za dwa lata o 30%? Katastrofa na rynku mieszkań. Jeśli ludzie uwierzą… Żeby było śmieszniej, autorzy projektu wspominają, że wczesne wykrywanie kryzysów pomoże im zapobiegać.

Analizując obecne trendy superkomputer przewidzi wzrost temperatury na skutek globalnego ocieplenia o 3 stopnie za pięćdziesiąt lat. Ale czy jest w stanie przewidzieć, że w międzyczasie ktoś sobie z tym poradzi na skutek wyrafinowanej i śmiesznie taniej geoinżynierii?

Historia jest jednym wielkim pasmem dowodów, że przewidywać procesów społeczno-ekonomicznych się nie da. Bo ich złożoność rośnie szybciej niż zdolności predykcyjne, a ludzki spryt, innowacyjność i okrucieństwo razem wzięte zawsze nas czymś zaskoczą.

Naukowcy powinni nam pomagać żyć w nieprzewidywalnym świecie, a nie mamić możliwościami prognozowania wszystkiego. Zaś zamiast tworzyć symulatory świata, mogliby zrobić coś pożytecznego w rodzaju skutecznych tabletek na kaca, czy proszku który spierze z koszuli ten uparty sok z brzoskwini…

Komentarze (4)
Wprowadzenie do dzikonomiki
 Oceń wpis
   

Nowy rok, czas na zmiany. Zamiast środowych felietonów w money.pl, rozpoczynam nowy rozdział działalności publicystycznej - nieco zakręcony blog. Czytelników starych i nowych zapraszam do czytania i komentowania. Postaram się, by było ostrzej i śmiesznej. Będzie też na pewno trochę dziwniej.

Czemu podtytuł "anarchistyczny konserwatysta", o co w tej dzikonomice ma chodzić? Oksymoron w podtytule jest celowy, to taka kpina z szufladkowania. Świat dzikonomiki to świat bez etykiet. Konserwatyzm, liberalizm, prawica, lewica, socjalizm, kapitalizm - teoretycznie powinny ułatwiać poruszanie się po świecie, ale dziś służą jako pałki do okładania się po głowie.

Dla dowolnego poglądu o roli rynku i państwa znajdzie się ktoś, kto go nazwie "krwiożerczo liberalnym" i ktoś inny, kto go nazwie "lewacko zamordystycznym". Uważam zatem, że nie warto pląsać na linie rozpiętej między lewicą i prawicą, ciemnogrodem i modernizmem, ortodoksją i awangardą. Warto stać obok. I się uważnie przyglądać.

Jak wspomniałem, nie lubię etykiet. Co wcale nie znaczy, że nie widzę różnicy między anarchistycznym konserwatystą a konserwatywnym anarchistą. Jestem tym pierwszym. Na czym to polega - zobaczycie.

O czym będę pisał. O rzeczach przeróżnych. O tych, na których się znam, jak hazard; o tych, na których wydaje mi się, że się znam, jak ekonomia polityczna, i wreszcie o tych, na których się nie znam, jak sport czy media. O nieważnych rzeczach wielkich i ważnych drobiazgach. Co z tego wyjdzie - czas pokaże. Zapraszam!

 Bartek Dzik

Komentarze (2)
Najnowsze komentarze
2015-05-31 05:43
alebeka:
O pożytku z lobbystów i przekupnych naukowców...
BLABLABLA i nic wiecej. jaja jak berety !
2015-05-31 05:39
jasamjasam:
Usłużni analitycy o refleksie szachisty
Ales "felieton" wymoscil ! I z tego sie tak cieszysz jak by ci ktos w kieszen naplul?
2015-02-25 22:58
bdzik:
Historia nie lubi się powtarzać
Proszę czytać ze zrozumieniem. W proteście przeciw w sumie bardzo łagodnej rekomendacji S[...]
O mnie
Bartłomiej Dzik
Z wykształcenia ekonomista. Badacz szeroko rozumianego hazardu. Miłośnik literatury, gier komputerowych, czekolady i paru innych rzeczy. Może kiedyś zostanie pisarzem :-)
Kategorie
Ogólne